Logowanie
Administratorem Państwa danych osobowych jest Okręgowa Izba Lekarska w Łodzi z siedzibą w Łodzi (93-005) przy ul. Czerwonej 3. Administrator wyznaczył inspektora ochrony danych osobowych, z którym można skontaktować się pod adresem e-mail: iod@oil.lodz.pl
Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajdą Państwo na naszej stronie internetowej w Polityce prywatności.
Jerzy Ciesielski, adwokat
Wiosenne słońce, nowa ścieżka rowerowa przez podmiejski las, profesjonalny strój kolarski i bezprzewodowy licznik do kontroli zaplanowanego tempa. Ucieczka od szpitala, recept, chorób, pacjentów i lekarskiego fartucha. Ale czy na pewno się uda?
Niespodziewanie na ścieżkę rowerową wkracza matka z dzieckiem w wózku. Pisk hamulców. Kobieta odpycha wózek na obok. Sama jednak nie zdąży uniknąć kolizji z rozpędzonym lekarzem – rowerzystą, pada jak długa i nie podnosi się. Lekarz wyhamował do końca, stanął okrakiem nad rowerem i zastygł w bezczynności. Z późniejszych zeznań lekarza przed Okręgowym Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej i Okręgowym Sądem Lekarskim wynika, że była to obrona jego prywatności. Z czerwoną od wysiłku twarzą i w wielobarwnym speedsuicie czuł się anonimowym użytkownikiem rowerowej drogi. Jednocześnie lekarz wyjaśnił, że przeżywał silny wstrząs emocjonalny objawiający się trzęsieniem ciała, nudnościami, zawrotami głowy oraz dezorientacją, a w takim stanie racjonalne działanie medyczne było niemożliwe. Inne postronne osoby ratujące ofiarę zeznały przeciwnie: że lekarz zachowywał się racjonalnie: rozmawiał spokojnie ze świadkami oraz oglądał swój rower – zapewne pod kątem ewentualnych uszkodzeń. W rozmowach nie wspomniał, że jest medykiem.
Lekarz – uczestnik wypadku, nawet nie będąc jego sprawcą znalazł się na kolizyjnej drodze nie tylko z młodą kobietą, ale też z wieloma normami prawnymi.
Zgodnie z art. 44 ust. 2 pkt 1 Kodeksu drogowego, każdy kierowca ma obowiązek udzielić pomocy
ofiarom zdarzenia drogowego. (Ścieżka rowerowa jest częścią drogi przeznaczoną do ruchu rowerów, oznaczoną odpowiednimi znakami, co sprawia, że zdarzenia na niej podlegają przepisom Prawa o ruchu drogowym.
W przypadku, gdy lekarz, pozostając poza godzinami dyżuru medycznego, nie pełni roli „gwaranta bezpieczeństwa” osoby znajdującej się w stanie bezpośredniego zagrożenia, zastosowanie znajduje ogólna regulacja kodeksu karnego (art. 162). W takiej sytuacji lekarz ponosi odpowiedzialność na zasadach ogólnych, jak każda osoba zobowiązana do udzielenia pomocy. Jednakże w sprawie tego rodzaju w stosunku do lekarza, czyli podmiotu przygotowanego do profesjonalnego świadczenia pomocy medycznej zastosowanie mieć będzie inny miernik staranności niż w stosunku do profana. Sąd wymierzając karę, surowiej oceni czynności dokonane przez lekarza (lub ich brak) w świetle posiadanych przez niego kwalifikacji, wiedzy oraz doświadczenia zawodowego.
„Biały fartuch to nie ubranie robocze, które zdejmujesz w szatni – to druga skóra”
Skupiając się na etycznej stronie opisanego zdarzenia, zważmy, że: Artykuł 30 ustawy o zawodzie lekarza, konstytuuje obowiązek udzielania przez lekarza pomocy lekarskiej w każdym przypadku. Jest to tak zwany „powszechny obowiązek lekarski”, który wynika z faktu posiadania prawa wykonywania zawodu, a nie z aktualnego statusu pracowniczego czy bycia na dyżurze. Rygorystyczne standardy wykonywania zawodu lekarza wykłada też jasno Kodeksu Etyki Lekarskiej: Naruszeniem godności zawodu jest każde postępowanie lekarza, które podważa zaufanie do profesji. Ucieczka z miejsca wypadku lub nieudzielenie pomocy przez osobę powołaną do ratowania życia jest uznawane za rażące naruszenie tego zapisu (art. 1 ust. 3), najwyższym nakazem etycznym lekarza jest dobro chorego (art. 2 ust. 1), obowiązkiem lekarza jest „służyć życiu i zdrowiu ludzkiemu” oraz „według najlepszej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu” (Przyrzeczenie Lekarskie – Integralna część Kodeksu Etyki Lekarskiej).
Skoro Kodeks Etyki Lekarskiej nie zna pojęcia „czasu wolnego” lekarza, to sąd lekarski musiał być nieubłagany: biały fartuch to nie ubranie robocze, które zdejmujesz w szatni – to druga skóra. Sprawa zakończyła się uznaniem winy dyscyplinarnej – lekarz nie może „wyłączyć” swojego powołania, nawet gdy sam jest sprawcą zdarzenia i działa w szoku. Nic tak nie niszczy autorytetu,
jak informacja w mediach, że „lekarz nie pomógł ofierze”, nawet jeśli był wtedy „po godzinach” i w prywatnym stroju sportowym.
Wyroki dyscyplinarne za zaniechanie czynności lekarskich nie są sporadyczne i kończą kariery medyczne szybciej niż błędy operacyjne. Morał? Cieszyć się wiosną, ale mieć świadomość, że pod tą obcisłą koszulką zawsze jest przypięta niewidzialna tabliczka: „Czynne 24h. Również na dwóch kółkach”. W przeciwnym razie jest problem. I to nie z kondycją, a z rzecznikiem odpowiedzialności zawodowej. Na lekarskiej wokandzie nikt nie będzie podziwiał tętna spoczynkowego, liczyć się będzie tylko to, dlaczego wiedza skryła się w bidonie.
Panaceum 4/2026