Logowanie
Administratorem Państwa danych osobowych jest Okręgowa Izba Lekarska w Łodzi z siedzibą w Łodzi (93-005) przy ul. Czerwonej 3. Administrator wyznaczył inspektora ochrony danych osobowych, z którym można skontaktować się pod adresem e-mail: iod@oil.lodz.pl
Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajdą Państwo na naszej stronie internetowej w Polityce prywatności.
Filip Pawliczak, sekretarz ORL
Jako samorząd lekarski często mówimy o misji, powołaniu, współpracy i odpowiedzialności. Niestety coraz częściej w codziennej praktyce widać także coś zupełnie innego: umywanie rąk, przerzucanie decyzji na kolegę lub koleżankę i paniczną wręcz niechęć do zajmowania się czymkolwiek, co wykracza poza wąsko rozumiane „moje”. Dokąd zmierzamy i dlaczego tyle energii kadry medycznej uchodzi na walce z systemowymi wiatrakami?
Biurokracja stała się cichym, lecz dominującym uczestnikiem życia szpitalnego. Czasem odnosi się wrażenie, że to nie pacjent jest w centrum uwagi, lecz dokumentacja medyczna, która musi się zgadzać co do linijki. W takiej rzeczywistości stworzonej głównie przez dyrekcje i prawników pod osłoną systemów zarządzania jakością medycy naturalnie uczą się chronić siebie. Najbezpieczniejszą strategią bywa odsunięcie decyzji, przekazanie sprawy dalej, dopisanie w dokumentacji: „nie można wykluczyć”, „do konsultacji” czy „do rozważenia przez innego specjalistę”. Relacje między lekarzami coraz rzadziej opierają się na współpracy, a coraz częściej na strategii uniku. „To nie moja specjalizacja”, „to nie mój dyżur”, „to nie mój pacjent” – niejeden dyżurujący lub konsultujący lekarz te zdania już kiedyś usłyszał. Każdy problem medyczny z miejsca staje się gorącym kartoflem, który należy jak najszybciej przekazać dalej. Kolega czy koleżanka po fachu przestają być partnerami, a zaczynają pełnić rolę bufora bezpieczeństwa – kogoś, na kogo można zrzucić ciężar decyzji, zanim stanie się ona ryzykowna. Solidarność ustępuje miejsca neutralności lub wrogości. Pomoc koleżeńska bywa zastępowana formalnym dystansem, bo każde dodatkowe zaangażowanie to kolejne ryzyko, kolejny dokument, kolejna linijka w historii choroby. Lekarze przestają być zespołem, a stają się zbiorem indywidualności, połączonych jedynie wspólnym budynkiem. Rozmowy w dyżurkach rzadziej dotyczą trudnych decyzji klinicznych, częściej – absurdów systemu, niekończących się obowiązków administracyjnych i poczucia, że odpowiedzialność została rozproszona tak bardzo, iż nikt nie czuje się jej właścicielem.
"Relacje między lekarzami coraz rzadziej opierają się na współpracy, a coraz częściej na strategii uniku. „To nie moja specjalizacja”, „to nie mój dyżur”, „to nie mój pacjent” – niejeden dyżurujący lub konsultujący lekarz te zdania już kiedyś usłyszał".
Lekarze nie przestali być w tym wszystkim wrażliwi – są po prostu zmęczeni. Zmęczeni tłumaczeniem się, zabezpieczaniem, odhaczaniem. Może więc prawdziwym problemem nie jest to, jak lekarze traktują siebie nawzajem, lecz to, w jakich warunkach zmuszeni są to robić. Bo nawet najlepsze relacje trudno utrzymać w systemie, który uczy unikania odpowiedzialności zamiast jej mądrego dzielenia. System no-fault mógłby w istotny sposób wpłynąć na relacje między medykami właśnie tam, gdzie dziś pojawia się lęk i dystans. Jego znaczenie nie polegałoby wyłącznie na zmianie przepisów, ale na stopniowej zmianie kultury pracy. No-fault nie znosi bowiem odpowiedzialności, lecz ją przekształca – z indywidualnej i karnej w organizacyjną i naprawczą. Konsultacja mogłaby znów stać się narzędziem wspólnego myślenia, a nie formą zabezpieczenia. Lekarze mieliby większą gotowość do wchodzenia w sprawy „nie swoje”, bez obawy, że przejmą cudze ryzyko, gdyż zamiast pytania „kto odpowiada?”, łatwiej i bezpieczniej byłoby wówczas zapytać „co możemy zrobić lepiej?”.
Oczywiście system no-fault nie usunie wszystkich nieprawidłowości i nie usunie zmęczenia pracą. Może jednak stworzyć warunki, w których przestaniemy postrzegać siebie nawzajem jako potencjalne zagrożenie dla siebie i swoich rodzin, a znów zaczniemy widzieć w sobie partnerów w podejmowaniu trudnych decyzji dla dobra naszych pacjentów.
Panaceum 2/2026