Logowanie
Administratorem Państwa danych osobowych jest Okręgowa Izba Lekarska w Łodzi z siedzibą w Łodzi (93-005) przy ul. Czerwonej 3. Administrator wyznaczył inspektora ochrony danych osobowych, z którym można skontaktować się pod adresem e-mail: iod@oil.lodz.pl
Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajdą Państwo na naszej stronie internetowej w Polityce prywatności.
Katarzyna Czaplicka
Nie dostanę Orderu Macierzyńskiej Sławy. Po pierwsze był on nadawany w ZSRR, ale nawet gdyby pominąć ten drobny szczegół, to siódemka przebywających u mnie w domu dzieci to stan przejściowy. Po drugie ta ponad przeciętna liczba dzieci powoduje, że zebranie dwóch myśli i połączenie ich w całość, to wyzwanie na miarę wspinaczki bez tlenu, na Mount Everest, świeżo po przebytym covidzie. Słowem jest ciężko.
Zastanawiam się, czy to dobry wstęp do felietonu o kobiecości, ale chyba tak. Kobiecość bowiem jest pełna skrajności. Z jednej strony, dbanie o siebie i swoją przestrzeń. Z drugiej – bezgraniczne uwielbienie dla bąbelków (w znaczeniu – dzieci, nie procenty!) i dbanie, by ich potrzeby były spełnione. Z trzeciej – współpraca z partnerem w określaniu wspólnych celów dla związku i dla rodziny. Z czwartej – praca i jako praca zawodowa, i jako praca nad ciągłym poszerzaniem kompetencji. Z piątej – jeszcze bycie nieustannie poddawaną działaniu hormonów i ich wpływowi na nastrój. Z szóstej… – zmęczyłam się już samym wymienianiem, jak wielowymiarowymi istotami jesteśmy.
Miałam myśl, by o tej kobiecości pogadać z CML (córka matki lekarki), ale gdy w domu jest tyle dzieci, to nie ma ona czasu udzielać wywiadu na temat kobiecości, bo jak to ujęła: „to proste – takie jesteśmy i już”.
W obliczu tej wzgardy w środowisku domowym dla konwersacji ze mną, napiszę Wam, co ja robię w pracy, by pielęgnować kobiecość. Otóż do szablonu wizyty dopisałam podpunkt: ostatnia wizyta u ginekologa. Zadanie tego pytania zajmuje 10 sekund. Dopisanie do zaleceń zdania „kontrola ginekologiczna” – jeszcze mniej. Tyle mogę zrobić.
Jako specjalistka medycyny rodzinnej nie mam możliwości, by wystawić skierowanie na USG piersi. Boleję nad tym, choć też trochę rozumiem. Boleję, bo chciałabym móc działać już na pierwszej linii. To do mnie przychodzą pacjenci, mówiąc, że chcieliby wykonać badania kontrolne i tu aż się prosi, by pakiecie badań uwzględniać USG piersi. Napisałam, że rozumiem trudność realizacyjną – i już to rozwijam: to nie jest proste badanie. Wymagałoby od POZ posiadania umowy z doświadczonym/certyfikowanym ultrasonografistą. Niestety, robienie tego badania bez odpowiedniego doświadczenia mogłoby dawać pacjentkom złudne poczucie bezpieczeństwa, a tu potrzebna jest czujność.
W tej czujności zawiera się odrobina bycia uciążliwą, bo skoro już wpisuję coś do zaleceń, to na kolejnej wizycie pytam, czy zostało to zrealizowane. Zapisuje i pytam do skutku, bo nasza wielowymiarowość powoduje, że czasem zapominamy o dbaniu o siebie.
Ostatnio dostałam od pacjentki przypinkę w kształcie różowej kokardy. Pacjentka posiada historię leczenia onkologicznego, więc skojarzenie z różową wstążką było nieuchronne. Przecież ta różowa wstążka to symbol walki o nas, o kobiety. Noszę tę przypinkę na co dzień, żeby nie zapominać, że rak piersi nadal pozostaje najczęstszym nowotworem złośliwym u kobiet. Chciałabym, żeby ta profilaktyka i jej zalecanie weszło nam w krew, żeby również nasze córki wiedziały, że to ważne i zupełnie normalne, że raz do roku trzeba sprawdzić, czy wszystko jest ok.
Tymczasem u mnie w domu moje i nie moje córki już śpią. Ruszam delektować się ciepłą herbatą, nieprzerywaną żadnym pytaniem ani prośbą.

Panaceum 3/2026