Logowanie

Zaloguj za pomocą
PWZ i hasła

Zaloguj przez
login.gov

Administratorem Państwa danych osobowych jest Okręgowa Izba Lekarska w Łodzi z siedzibą w Łodzi (93-005) przy ul. Czerwonej 3. Administrator wyznaczył inspektora ochrony danych osobowych, z którym można skontaktować się pod adresem e-mail: iod@oil.lodz.pl

Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajdą Państwo na naszej stronie internetowej w Polityce prywatności.

21 sierpnia 2025

Książka dwudziestopięciolecia - odc. 3

Kontynuuję refleksje dotyczące „mojej” książki 25-lecia, a więc ponadczterdziestoletniej korespondencji Julii Hartwig i Artura Międzyrzeckiego z Anną i Jerzym Turowiczami – wydanej w 2012 roku pod tytułem Wspólna obecność.

Krystyna Borysewicz-Charzyńska

Po śmierci Redaktora w 1999 roku ktoś z historyków (nie pamiętam, kto) stwierdził, że półwiecze w Polsce po drugiej wojnie światowej powinno być określane epoką Turowicza.

Czym był „Tygodnik Powszechny”, pamiętają z pewnością wszyscy współcześni Redaktorowi. I że – jako jedyne czasopismo w demoludach – odważyło się nie zamieścić wiernopoddańczego nekrologu po śmierci Stalina, co skutkowało na dłuższy czas zawieszeniem wydawania pisma. I że mogły w nim drukować (choć często pod pseudonimami) osoby „wyklęte” przez reżim. I że w stanie wojennym całe niezapisane, czyste szpalty świadczyły o braku akceptacji tzw. cenzury.

Przykładowo Stanisław Barańczak, znajdujący się na „czarnej liście” jedynie słusznej partii po wstąpieniu do KOR-u, podpisaniu kilku listów protestacyjnych, współpracy z prasą podziemną, miał absolutny zakaz druku wszędzie. Możliwość druku w „Tygodniku” pod pseudonimem Barbara Stańczak pozwoliła mu wręcz na uniknięcie nędzy.

Zbigniew Herbert w jednym z listów do Redaktora pisze: „Mam szczególny i osobisty powód do wdzięczności. Byłeś moim literackim ojcem chrzestnym, podobnie jak dla wielu bezdomnych kolegów mego pokolenia. Dzięki Tobie redakcja na Wiślnej stała się w złych czasach miejscem, gdzie można było poważnie dyskutować i mówić, co się myśli”.

Maria Janion: „Jerzy Turowicz jest mi bliski jako człowiek wyłaniający się z labiryntów i stosów książek i gazet w wielu językach, czyli z krajobrazu, który ja uważam za przyrodzony człowiekowi. Oglądanie co dzień świata z niesłabnącą ciekawością wydaje się cechą każdego dobrego dziennikarza. Lecz nie każdy, jak Turowicz, rozumie świat jako Wielką Księgę, której znaczenia, także sensy symboliczne, należy ciągle od nowa rozszyfrowywać”.

Hanna Krall: „Odeszło dużo światów przez ostatnie kilkadziesiąt lat – kresowy, ziemiański, żydowski... Zostały zmiecione przez różne kataklizmy dziejowe. Świat, do którego należy Jerzy Turowicz, odchodzi wyparty przez głupotę, chamstwo i zawiść”.

Janina Ochojska: „Lata mojej działalności publicznej to m.in. Medal św. Jerzego przyznany przez „Tygodnik Powszechny”, to obecność J. Turowicza na odjeździe naszego konwoju do Bośni...”.

Anna Szałapak: „Jest dla mnie podporą. Daje mi wiarę w ludzi, a tym, że lubi mnie i moje śpiewanie – wiarę w siebie. Jego obecność na widowni zawsze dodaje mi otuchy. Człowiek nadzwyczajnie otwarty na świat. Nieraz zastanawiałam się, co powodowało, że potrafił wytrzymać w Piwnicy tyle godzin w warunkach niezwykle trudnych. Uwielbiam Jerzego Turowicza. Jak to dobrze, że jest”.

Józef Tischner: „Kim jest dla mnie Jerzy Turowicz? To bardzo proste – jest tym, który przeważnie ma rację”.

Jacek Żakowski: „Przez lata próbowałem przeniknąć Jego tajemnicę, której dziwne fluidy odczuwa pewnie każdy, kto przekracza próg Jego »Tygodnika«. Fluidy spokoju pozbawionego cienia obojętności i pewności, w której nie ma ani okrucha pychy...”.

Jak wynika z obfitej korespondencji zawartej we Wspólnej obecności, integralną cechę osobowości Redaktora stanowiło przywiązanie do członków rodziny (żona, córki, wnuki) oraz przyjaciół. Najbardziej znamienici spośród nich to Jan Paweł II i Czesław Miłosz.

W jednym z wywiadów stwierdza: „Spotkanie z Nim uważam za najbardziej niezwykłe wydarzenie mojego życia. Młody ksiądz, którego pierwszy artykuł drukowaliśmy w »Tygodniku«, zostaje biskupem, arcybiskupem, kardynałem, w końcu papieżem. Ja, należąc do kręgu jego przyjaciół, po jego wyborze mogę się z nim spotykać i rozmawiać podczas każdego pobytu w Rzymie. Uważam tę możliwość za coś zupełnie niezwykłego...”.

Miłosza odnalazł w 1944 roku w jakiejś wiosce pod Skierniewicami i zaprosił go wraz z żoną do majątku rodzinnego w Goszycach. Tam padła słynna propozycja Janiny Miłoszowej, aby wszyscy obecni wypili bruderszaft, co im się przyda w przyszłości, gdy Czesław otrzyma nagrodę Nobla! Przyjaźń z Miłoszem przetrwała lata. Poeta dał jej wyraz w pięknym wierszu Zwyczajna dobroć.

Panaceum 7-8/2025

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi.