Logowanie

Zaloguj za pomocą
PWZ i hasła

Zaloguj przez
login.gov

Administratorem Państwa danych osobowych jest Okręgowa Izba Lekarska w Łodzi z siedzibą w Łodzi (93-005) przy ul. Czerwonej 3. Administrator wyznaczył inspektora ochrony danych osobowych, z którym można skontaktować się pod adresem e-mail: iod@oil.lodz.pl

Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajdą Państwo na naszej stronie internetowej w Polityce prywatności.

10 marca 2026

Niewygoda wiedzy

Wojciech Pabjańczyk

Ten temat na felieton chodził mi po głowie już od jakiegoś czasu. Na tyle długo, że sam się sobie dziwię, jak intensywnie zastanawiałem się, w jaki sposób pisać o tak ważkim temacie. To jeden z tych wątków, o których w środowisku lekarskim mówi się półgłosem albo wcale. No bo jak pisać nie tyle o samym problemie uzależnień wśród lekarzy, ale o odpowiedniej, adekwatnej reakcji? O naszej odpowiedzialności w sytuacji, w której dowiadujemy się, że znajomy lekarz lub znajoma lekarka używa alkoholu albo innych substancji w sposób niekontrolowany?

Podzielę się osobistą historią. Niedługo po uzyskaniu prawa wykonywania zawodu byłem świadkiem pewnej sytuacji. Tajemnicą poliszynela był fakt, że z jednym z lekarzy dzieje się coś złego. Wokół panowało przekonanie, że najlepiej będzie niczego formalnie nie robić. Lepiej wysłać na urlop, wymusić zwolnienie, dać czas. Przeczekać. Jedno było pewne: absolutnie nie konfrontować kolegi z problemem i nie informować żadnych instytucji. Bo przecież nie chcemy mu zaszkodzić. A „zła izba lekarska” od razu go osądzi od czci i wiary. Bo to jest przecież donoszenie.

Pamiętam własną dezorientację i niewygodę. Intuicja mówiła mi, że jest w tym coś głęboko niepokojącego. Byłem młody i się nie odezwałem, milcząco przyjmując rzeczywistość, którą zastałem. Wątpliwości jednak pozostały. Do dziś wracam myślami do tamtego doświadczenia. Gdzie dziś jest ten lekarz? Czy naprawdę była to najlepsza forma pomocy? A co z pacjentami, którzy w tym czasie byli pod jego opieką?

To podejście potężnie kontrastowało z tym, czego uczyłem się później, pracując z uzależnionymi pacjentami. W tych sytuacjach wątpliwości nie było. Nazywano problem, szukano adekwatnych rozwiązań, a jeśli istniało realne ryzyko zagrożenia dla innych osób – sprawę zgłaszano do stosownych instytucji. Dla dobra pacjenta i innych ludzi.

Spotykałem się również z rodzinami prezentującymi klasyczne mechanizmy współuzależnienia, często prowadzące do podtrzymywania destrukcyjnych zachowań. Jest takie powiedzenie, że piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami. W kontekście uzależnień brzmi ono wyjątkowo trafnie.

Jak to się ma do środowiska lekarskiego?

Problem uzależnień od alkoholu i innych substancji w grupie polskich lekarzy pozostaje zaskakująco słabo opisany. Brakuje rzetelnych danych, trudno więc wygłaszać kategoryczne sądy. Są jednak zjawiska, do których nie potrzeba statystyk, by je dostrzec. Wystarczy praktyka, doświadczenie, uważność.

Wielu z nas ma za sobą doświadczenie zetknięcia się z podobnymi sytuacjami. Ja również – a dodatkowo, pełniąc funkcję pełnomocnika do spraw zdrowia lekarzy przy Okręgowej Radzie Lekarskiej, stykam się z takimi historiami regularnie.

W naszym środowisku wciąż silny jest mit, że zgłoszenie problemu to donoszenie. Że milczenie oznacza lojalność. Że „dobry kolega” nie uruchamia procedur. Wielu lekarzy boi się, że w ten sposób zniszczy komuś życie.

Pozwolę więc odwrócić pytanie: czy nie reagując albo zamiatając problem pod dywan, naprawdę czyjeś życie chronimy?

Chronienie przed konsekwencjami, minimalizowanie problemu, zbiorowe milczenie – brzmi jak elementy współuzależnienia. W relacjach prywatnych są destrukcyjne. W medycynie mogą ważyć na zdrowiu i życiu lekarza oraz jego pacjentów.

Nazwanie problemu i uruchomienie odpowiednich struktur bardzo często są jedyną realną formą pomocy. Uzależnienie żywi się zaprzeczaniem i unikaniem konsekwencji. W medycynie odpowiedzialność nie zaczyna się wyłącznie w momencie działania. Często zaczyna się w chwili świadomego zaniechania.

Jest jeszcze drugi wymiar tej sprawy – kwestia bezpieczeństwa pacjentów. Aktywne uzależnienie może naruszać rękojmię prawidłowego wykonywania zawodu. Nie jest to kwestia moralnej oceny, lecz realnego ryzyka. Czy ktoś z nas chciałby lecieć samolotem, wiedząc, że pilot jest pod wpływem środków psychoaktywnych? Tylko dlatego, że jego koledzy nie chcieli „robić mu pod górkę”?

Nie bójmy się reagować. Wbrew obiegowym przekonaniom, nie jest to działanie przeciwko lekarzowi. Czasem to jedyna realna forma pomocy – dla niego, dla pacjentów, dla społeczeństwa. To nie jest donoszenie. To jest świadectwo odpowiedzialności.

Jeśli zmagasz się z problemami napisz do mnie - wojciech.pabjanczyk@oil.lodz.pl

Panaceum 3/2026

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi.