Logowanie

Zaloguj za pomocą
PWZ i hasła

Zaloguj przez
login.gov

Administratorem Państwa danych osobowych jest Okręgowa Izba Lekarska w Łodzi z siedzibą w Łodzi (93-005) przy ul. Czerwonej 3. Administrator wyznaczył inspektora ochrony danych osobowych, z którym można skontaktować się pod adresem e-mail: iod@oil.lodz.pl

Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajdą Państwo na naszej stronie internetowej w Polityce prywatności.

29 grudnia 2025

Przede wszystkim głowa i sprawne ręce

Rozmawiała Patrycja Proc

Przez 40 lat pracy widział, jak chirurgia zmienia się technologicznie, organizacyjnie i mentalnie. Prof. dr hab. n. med. Janusz Strzelczyk z Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej UM w Łodzi opowiada o tym, dlaczego nadal niezastąpiona jest relacja mistrz–uczeń, jak realnie wygląda praca z robotem chirurgicznym oraz czemu święta dla lekarza to często dyżur zamiast rodzinnego stołu.

Panie profesorze, jakie zmiany zaszły w chirurgii w trakcie pana kariery zawodowej?

Trudno tak w skrócie powiedzieć, bo by trzeba podsumować 40 lat mojej lekarsko-chirurgicznej działalności. Kiedy zaczynałem pracę, to kształcenie było w dużej mierze oparte na relacji mistrz–uczeń, czyli młody człowiek terminował u starszego kolegi i tak naprawdę zaczynał od samego początku, czyli od badania chorych czy asystowania do operacji. Na początku zawsze jako tak zwana druga asysta, czyli zaczynał od tzw. „trzymania haków”. Musiał w takiej roli odbyć wiele operacji, zanim awansował do pozycji pierwszej asysty. Dopiero kiedy się wykazał sprawnością i znajomością procedury, mógł zacząć operować samodzielnie. Jednak do momentu uzyskania specjalizacji zawsze asystował mu drugi, bardziej doświadczony specjalista. W tej chwili wydaje mi się, że młodzi chirurdzy bardzo wcześnie prą do tego, aby jak najszybciej operować samodzielnie. Jednak w Klinice, którą ja kieruję, mamy złotą regułę, która mówi o tym, że nie ma operacji bez specjalisty chirurga, tak aby mieć pewność, że dana operacja zostanie przeprowadzona prawidłowo.

Co się jeszcze zmienia?

Na pewno w tej chwili wiele zmieniło się wraz z wprowadzeniem kształcenia na fantomach, choć na razie dotyczy to głównie studentów medycyny. Osobiście nie jestem do końca przekonany, czy jest to najwłaściwszy kierunek kształcenia. Zrobienie zabiegu nawet 50 razy na fantomie, nie oznacza tego samego, co zrobienie takiej procedury dwa razy u żywego człowieka. Nawet najdoskonalsze fantomy są tylko maszynami, a nie żywymi ludźmi. Reakcje takiej maszyny są zaprogramowane z góry, a reakcje pacjenta bynajmniej nie są. Takie ćwiczenia mają oczywiście duże znaczenie dla nabycia umiejętności manualnych, na przykład laparoskopowych. Natomiast nie można w ten sposób nauczyć się całej chirurgii. Chirurg nie operuje pacjenta tylko rękoma, ale przede wszystkim głową i wiele zależy od jego wiedzy i doświadczenia. Nie wystarczy nabyć umiejętności manualnych, konieczne jest też znać plan działania oraz opanować swoje napięcie i strach. Każdy zdrowy na umyśle człowiek, jak dostaje do ręki nóż i przycina ciało drugiego człowieka, to odczuwa strach. To jest rzecz normalna.

A wspomniał pan profesor o relacji uczeń–mistrz, czy nadal jest ona potrzebna?

Myślę, że akurat ta potrzeba relacji się nie zmieniła. Jeżeli chodzi o proste umiejętności chirurgiczne, to może nie jest to aż tak bardzo widoczne, ale jeżeli mówimy o bardziej skomplikowanych procedurach, to młody chirurg potrzebuje korzystać z umiejętności i doświadczenia starszych kolegów.

Oczywiście są tacy, którzy chcą się porozumiewać półsłówkami i oczekują, że młody asystent będzie odczytywał ich myśli, co jest złudne. Oczywiście, jeżeli ktoś pracuje ze sobą wiele razy, to wiele jest możliwe, ale ta nauka jest bardziej złożona. To nie jest tak, że ktoś się wspiął na wyżyny niedostępne dla nikogo. Nie ma takiego pojęcia.

W związku z tym zawsze mówię, że uczeń powinien dążyć do tego, aby być kiedyś lepszym od swojego nauczyciela. I to jest wielkie szczęście, jeżeli ktoś wychowa młodych ludzi, którzy przewyższą jego umiejętności, a nie tylko im dorównają, na tym polega rozwój.

 „W Klinice, którą ja kieruję mamy złotą regułę, która mówi o tym, że nie ma operacji bez specjalisty chirurga, tak aby mieć pewność, że dana operacja zostanie przeprowadzona prawidłowo.”

A jak zdaniem pana profesora, w jakim kierunku rozwinie się chirurgia?

To w tej chwili jest również trudne do przewidzenia, bo wiele rzeczy zmieniła chirurgia wspomagana robotem, tak zwana robotowa. Wielu ludzi wierzy, że to robot operuje, co jest oczywiście nieprawdą, przynajmniej na dzisiejszym poziomie techniki. Nadal operuje człowiek, a robot jest tylko manipulatorem, który przenosi ruch rąk chirurga na narzędzia stricte laparoskopowe. Póki co nie ma dowodów, że robot poprawia wyniki każdej operacji, może z wyjątkiem operacji prostaty i dolnego odcinka jelita grubego.

Wielu młodych ludzi jest zafascynowanych robotami i marzy im się, że będą siedzieć za konsolą i zdalnie robić operacje. Jednak w dzisiejszym stanie finansowania polskiej ochrony zdrowia zamiana operacji na trzy czy pięć razy droższą z użyciem robota jest mało prawdopodobna. Mnożenie naszych wydatków w sposób nieuzasadniony chyba nie jest dobrym pomysłem. Mówię oczywiście cały czas o operacjach, w których nie mam żadnej przewagi techniki robotowej nad laparoskopową.

Na koniec jeszcze jedno pytanie, jak chirurdzy spędzają święta?

Spędziłem już święta chyba w każdy możliwy sposób, oczywiście, czasami na tak zwanym łonie rodziny. Pracując w bardzo szczególnej części chirurgii zwanej transplantologią, zdarzało mi się już wychodzić nagle do pracy z bardzo różnych miejsc.

Raczej to norma dla chirurgów, że ktoś musi pracować w Wigilię albo w sylwestra, czy w Nowy Rok. Każdy chirurg wiele razy spędził święta, rocznicę ślubu i inne tego rodzaju uroczystości w szpitalu, w ambulatorium czy w izbie przyjęć, bo nasz zawód niestety pod tym względem jest bezlitosny. Wiem, że mówienie o poświęceniu i tak dalej nie jest modne, ale w chirurgii tak po prostu jest. Szczególnie w mniejszych ośrodkach, tutaj chylę czoła przed chirurgami z mniejszych szpitali, którzy są naprawdę przywiązani do swojej pracy w sposób absolutnie bezwzględny i bezlitosny.

Grafika: Nina Jaworowska

Czego zatem życzyć lekarzom na święta?

Jak najmniej przygód z gwałtownymi przypadkami, tak żeby mogli chociaż raz powiedzieć: faktycznie miałem Wigilię i nie musiałem nikogo operować, a nie, że spędziłem całą noc na bloku operacyjnym i rano z podpuchniętymi oczami ze zmęczenia się zastanawiam, czy się położę już spać, czy może wezmę się dalej do pracy.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Panaceum 12/2025 - 1/2026

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi.