Logowanie
Administratorem Państwa danych osobowych jest Okręgowa Izba Lekarska w Łodzi z siedzibą w Łodzi (93-005) przy ul. Czerwonej 3. Administrator wyznaczył inspektora ochrony danych osobowych, z którym można skontaktować się pod adresem e-mail: iod@oil.lodz.pl
Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych znajdą Państwo na naszej stronie internetowej w Polityce prywatności.
Wojciech Pabjańczyk
Przestrzeń Izby Lekarskiej. Znany budynek, a jednak tego dnia trochę inny. Trzynaście krzeseł ustawionych w kółko. My – lekarze – i prowadząca. Zanim jeszcze ktokolwiek się odezwie, pojawia się to charakterystyczne napięcie: lekkie uśmiechy, nerwowe śmiechy, rozglądanie się, szukanie znajomych twarzy. Bardzo ludzkie doświadczenie. Takie, które pojawia się zawsze wtedy, gdy wchodzimy w coś nowego. Jest ciekawość, ale obok niej – sporo lęku.
Na początku słyszymy krótkie wprowadzenie i historię, którą wielu z nas zna niemal na pamięć – o Michaelu Balincie, który dostrzegł coś pozornie oczywistego: samotność lekarza w relacji z pacjentem. To, że praca, która daje sens, potrafi też bardzo obciążać. I że możliwość mówienia o tym z innymi ma znaczenie ochronne.
Potem pada pytanie, które szczególnie na pierwszych spotkaniach wywołuje największe napięcie: kto chciałby się podzielić swoją historią? Zapada cisza. Szmer krzeseł, spojrzenia w podłogę, w dłonie, w paznokcie. W końcu ktoś się odzywa. Opowiada o relacji z pacjentem. O sytuacji, która poruszyła, zaskoczyła, wzbudziła wątpliwości. Czasem to historia, w której nie było wsparcia – ani ze strony przełożonych, ani kolegów. Zostanie z czymś samemu to doświadczenie, które wielu z nas zna aż za dobrze.
Na początku myślimy bardzo „lekarsko”. Dopytujemy o objawy, diagnozy, przebieg leczenia. W pytaniach przemycamy rozwiązania: a czy próbowałaś tego, a czy był leczony inaczej. Prowadząca delikatnie nas zatrzymuje. Nie ucisza. Raczej gestem i słowem kieruje uwagę w inną stronę: na emocje, na to, co działo się w lekarzu, na to, co ta historia uruchamia w nas. To moment, w którym widać, jak bardzo jesteśmy przyzwyczajeni do naprawiania, a jak rzadko do bycia z własnym przeżyciem.
Czasem historia zaczyna się niewinnie. Kilka zdań, spokojny ton, rzeczowy opis sytuacji z pracy. A potem napięcie rośnie. Głos zaczyna się łamać. Pojawiają się łzy – czasem u osoby opowiadającej, czasem u tych, którzy słuchają. Ktoś ma potrzebę podejść bliżej, ktoś inny nazywa to, co wisi w powietrzu: że to jest bardzo trudne, że tak nie powinno być.
Są chwile bezradności i bezsilności. Kilka osób mówi wprost, że słuchając tej historii, ma ochotę krzyczeć. Nie przebieramy w słowach. Nie ma tu miejsca na eleganckie, lekarskie formuły. Pojawiają się wulgaryzmy – bo czasem tylko one oddają to, co naprawdę czujemy. I nikt się temu nie dziwi. W tej przestrzeni każde słowo, jeśli jest prawdziwe, jest wystarczająco dobre.
"Są chwile bezradności i bezsilności. Kilka osób mówi wprost, że słuchając tej historii, ma ochotę krzyczeć. Nie przebieramy w słowach. Nie ma tu miejsca na eleganckie, lekarskie formuły".
A potem, gdy emocje zaczynają opadać, padają zdania, które wracają na kolejnych spotkaniach: „dziękuję, że to powiedziałeś”, „nie spodziewałem się, że tyle z tego wyniosę”, „myślałem, że tylko ja tak mam”. I w tym jednym zdaniu zawiera się coś, czego w naszej pracy bardzo często brakuje – poczucie, że nie jesteśmy z tym sami.
Po spotkaniu patrzymy na siebie inaczej. Twarze są inne, atmosfera się zmienia. To, co na początku było napięciem i niepewnością, ustępuje poczuciu bliskości. I pojawia się ulga, że już nie jest się samemu.
Z czasem do tej bliskości dołącza przywiązanie. Spotykamy się co miesiąc, a jednak czuć, jakbyśmy znali się dłużej, niż wskazuje kalendarz. Padają imiona, pojawiają się ciepłe uśmiechy, czasem ciche pozdrowienia. To nie jest przyjaźń w klasycznym sensie, raczej doświadczenie bycia częścią czegoś, co daje oparcie i pozwala wracać.
Jeśli ktoś zastanawia się, czy grupa Balinta jest dla niego – jedyna sensowna odpowiedź brzmi: przyjdź i sprawdź. Może to będzie ważne doświadczenie, a może nie. Życie pokaże. Najtrudniejszy jest pierwszy krok i odwaga, by usiąść w tym kręgu. Ale jest duża szansa, że z czasem okaże się, iż trzynaście krzeseł to nie tylko ustawienie w sali, ale przestrzeń, w której naprawdę można być z innymi.
Osoby zainteresowane udziałem w grupie Balinta zapraszamy na Facebook Okręgowej Izby Lekarskiej, zachęcam także do kontaktu bezpośredniego pod numerem 780 032 190.
Panaceum 1-2/2026